Sama sobie dopiero o tym przypomniałam!!! 🤯 Za chwilę magiczny czas. ☃️ Jakie masz plany? Pierogi w domu, czy w Zakopanem? Oglądanie skoków narciarskich w TV czy pod skocznią? Chciałabym, aby moje święta były wśród tych, których kocham, w dostatku, zdrowiu i radości. Na ten dostatek pracuję właśnie teraz.
za 1 godzinę i 55 minut 09:10. Polskie Parki Narodowe: Wigierski Park Narodowy (2) | serial dokumentalny | TVP 1. Program TV wszystkich stacji telewizyjnych w wygodnym i czytelnym układzie. Planuj oglądanie telewizji z nami i nie przegap ulubionych programów TV!
Rafał Brzozowski Testo delle canzoni: Za chwilę przyjdą święta: Za oknami przestał padać śnieg / całe miasto teraz białe jest / i widać Deutsch English Español Français Hungarian Italiano Nederlands Polski Português (Brasil) Română Svenska Türkçe Ελληνικά Български Русский Српски
Udane pościgi tarnowskich funkcjonariuszy za pijanymi kierowcami; Hipokryzja Termaliki. Klub z Niecieczy nie wpuści kibiców Wisły; Po pijaku spowodował kolizję w Chełmku, a następnie uciekł; Wybuch piecyka elektrycznego na osiedlu Złocień w Krakowie [ZDJĘCIA] Meteorolodzy ostrzegają przed oblodzeniami na małopolskich drogach
Słodka chwila przyjemności – teraz pyszne Ciastka Ola w Netto kupisz w cenie 7,99 zł za 500 g, 14% taniej. Czystość i połysk – teraz w Netto Płyn do mycia naczyń Fairy kupisz w cenie 6,99 zł za 650 ml. To taniej aż o 31%. Czas na chwilę relaksu przy filiżance herbaty.
penggunaan listrik berikut ini yang dapat membahayakan keselamatan adalah. Barbara Nowacka: Polska jest tu i teraz, a za chwilę może jej nie&ąc się stali pojedynczy przedstawiciele lewicowych partii. Niestety, tam nadal nawet w sytuacjach kryzysowych dla demokracji zwyciężają partykularyzmy. Ludzie oczekują od polityków skuteczności we wspólnym działaniu. Właśnie wtedy pomyślałam, że może czas przestać się bawić w wojenki na lewicy, czekać aż wydarzy się cud i przyjdzie Mesjasz. Polska jest tu i teraz, a za chwilę może jej nie być. Z kim na lewicy próbowała pani na poważnie rozmawiać? Organizowaliśmy bardzo dużo wspólnych akcji i spotkań, chociażby projekt Ratujmy Kobiety. Sama zapraszałam przedstawicieli partii lewicowych do zbierania podpisów pod projektem liberalizującym ustawę aborcyjną, bo okazało się, że na takie specjalne zaproszenie czekali… Chociaż na początku wydawało mi się, że to wspólna sprawa. Realnej współpracy i tak nie było, dużo więcej podpisów zebrali zwykli, niepartyjni aktywiści i aktywistki wierzący w sprawę. Przy tej, jak i wielu innych okazjach też były próby rozgrywek i dzielenia się lub udowadniania swojej “najważności”. Za każdym razem, gdy mogliśmy zrobić coś wspólnego, znajdował się ktoś, kto tego nie chciał, albo chciał zrobić to tak, aby innych przy okazji “utłuc”, zdominować. Ma pani na myśli Włodzimierza Czarzastego? SLD miewało ciekawszych przewodniczących. Ale szczerze mówiąc, nie zamierzam zajmować się indolencją tej czy innej partii. Robiła pani listę za i przeciw? Nie, ale miałam świadomość, że za chwilę wydarzy się to, co stało się bolączką lewicowej strony sceny politycznej. Czyli? Zaszczuwanie każdego, kto nie tkwi z radością we wspólnym kotle, potrafi wyjść poza schemat i postąpić inaczej niż liderzy lewicowej opinii i licznych partii oczekują. Oni uważają, że lepiej tonąć wspólnie niż próbować ratować wartości, program. W tych wyborach po stronie “przeciw” nie byłabym w stanie wpisać nic poza ceną osobistą, jaką przyjdzie mi zapłacić, bo będą mnie lżyć jeszcze przez dłuższy czas. Ale ja nie chcę tonąć w niezrozumiałych dla ludzi wojenkach razem z nimi, chcę realizować polityczny program. Jaki? Lewicowy? Oskarżono panią, że zaprzedała się Grzegorzowi Schetynie i zdradziła pani lewicowe ideały. 50 tysięcy obiadów dla dzieci w pilotażowym programie w Łodzi; perspektywa wdrożenia takiego programu w całym kraju; bezpłatna komunikacja dla dzieci i młodzieży, pod którą Inicjatywa Polska zbierała podpisy i wprowadzała w wielu miastach; refundacja in vitro w większości miast i sejmików, w których będzie rządziła Koalicja Obywatelska; ginekolog bez klauzuli sumienia; rozwój infrastruktury, w tym komunikacji publicznej; inwestycje w świeże powietrze; ścieżki rowerowe; szkoła bez chaosu, w której będzie nauczanie antydyskryminacyjne i edukacja seksualna – to jest raczej katalog wartości lewicowych i elementy programu Koalicji Obywatelskiej. Różnimy się tym, że my będziemy mogli to zrobić, a nie tylko o tym mówić. A co z liberalizacją ustawy aborcyjnej? Przed nami na razie wybory samorządowe. Nie warto teraz o tym rozmawiać? Temat praw kobiet wraca na każdym spotkaniu. Przypominam, że dwa razy byłam przewodniczącą obywatelskiego komitetu Ratujmy Kobiety, kiedy nikt nie wierzył, że uda się ten projekt do Sejmu wprowadzić. Z najnowszych badań IBRiS dla Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wynika, że powyżej 60 proc. badanych opowiedziało się za liberalizacją prawa aborcyjnego. To już się wydarzyło, świadomość ludzi się zmienia. Ta akcja była pretekstem nie tylko do dwóch debat parlamentarnych, ale także tysięcy rozmów na ulicach miast, miejscowości i wsi. Demonstracje są ważne i skuteczne, ale trzeba o coś walczyć. W Sejmie leżą dwa projekty liberalizujące ustawę aborcyjną, w tym jeden nasz, złożony przez posłanki i posłów. Do tematu wrócimy i jako IP będziemy zmienić ustawę. Ale do tego trzeba mieć większość. Koalicja Obywatelska ma przetrwać w takim kształcie do wyborów parlamentarnych? Zakładam, że Koalicja Obywatelska będzie się poszerzać, a najbliższe wybory pokażą, że współpraca jest dobrą drogą. My się przecież różnimy, chociażby w kwestiach podatkowych, ale umiemy znaleźć zdrowy balans. Z drugiej strony mamy świadomość, że PiS nie zliberalizuje prawa aborcyjnego, a wręcz przeciwnie. Musimy zrobić wszystko, aby temu zapobiec. Im więcej osób będzie we wszystkich siłach politycznych, także wśród chadeków, przekonanych, że zmiana prawa jest konieczna, tym szybciej odniesiemy sukces. Krzycząc z niszy niewiele, niestety, zmienimy. Przekona pani do tego polityków PO? Wierzę, że będzie takie oczekiwanie społeczne. Że nadejdzie normalność. W takich sprawach jak edukacja seksualna czy dostęp do antykoncepcji nie będzie żadnego problemu, a od tego będziemy musieli zacząć. Sporu o liberalizację prawa aborcyjnego nie możemy toczyć z PiS-em u władzy. Więc trzeba władzę zdobyć. Prawa kobiet? Po wygranych wyborach będą szczególnie ważne. Jak pani, osoba, która nie szczędziła krytycznych słów pod adresem PO, została przyjęta w Koalicji Obywatelskiej? Przyznam, że całkiem nieźle. Przecież nie ukrywamy tego, że się różnimy. Nowoczesna też powstała przy sprzeciwie do działań Platformy Obywatelskiej. ak patrzę na dzisiejsze władze PO, jestem przekonana, że oni też wiedzą, że można było inaczej i lepiej, że wielu rzeczy zaniechano lub zaczęto realizować za późno. Wszyscy chyba rozumieją, że Koalicja Obywatelska to jest decyzja strategiczna, w sprawach dużo ważniejszych niż różnice partyjne. One interesują niektórych dziennikarzy czy aktywnych uczestników sceny politycznej, ale gdyby ci wszyscy użytkownicy Twittera spotkali się z mieszkańcami małych miast, to zobaczyliby, że ci ludzie nie potrzebują informacji o tym, kto komu podał rękę, albo dlaczego jej nie podał. A przecież różnice zdań i poglądów zdarzają się wszędzie. Stawką nie jest to, kto najmądrzejszy i ma rację i najważniejszy szyld, tylko to, żeby Polska była krajem demokratycznym i członkiem UE. To podział dotyczący podstawowych wartości. Kompromis w polityce jednak jest w cenie? Wystarczy spojrzeć na PiS, który właśnie dzięki kompromisowi jest u władzy. Niełatwo było pogodzić na przykład thatcherowskiego Jarosława Gowina z socjalnym programem Solidarnej Polski i rezonującymi raz mocniej, raz słabiej nutami narodowymi. Udało im się znaleźć wspólny cel i tyle. Ma pani wnieść do Koalicji Obywatelskiej “wrażliwość społeczną”, o tym mówił wprost Grzegorz Schetyna. PO wie, że brakiem takiej wrażliwości przegrała wybory i teraz chce to nadrobić? Pozwolę sobie dać kluczowy przykład: zespół, który powstał w IP do negocjacji programu samorządowego, opracował listę postulatów szczególnie dla nas ważnych. Nie było żadnego punktu, który byłby sporny. Zastanawialiśmy się tylko, co jest najważniejsze i wejdzie do tzw. sześciopaku, a co można realizować lokalnie, co wojewódzko. To pokazuje, że PO odrobiła lekcję inwestycji w człowieka. Poza tym to, co widzimy z perspektywy polityki krajowej, nie pokrywa się z tym, co widzimy z perspektywy samorządowej, gdzie niektóre rzeczy już są realizowane: na przykład marszałek województwa zachodniopomorskiego podpisał właśnie kartę różnorodności, czyli wzmocnienie praw kobiet w samorządach; miasta czy nawet województwa chcą finansować zabiegi in vitro, samorządy prowadzą świetne programy senioralne, edukacyjne, kulturalne czy równościowe. To wszystko czasem zależy od dobrego lokalnego gospodarza. To w końcu samorządy mają wpływ na kulturę i – jeśli są światłe – zadbają, byśmy mogli zobaczyć wszystkie filmy, także takie jak “Kler”, a nie tylko prezentowane przez TVP lub wspierane przez PiS. Widziała już pani film Wojciecha Smarzowskiego? Niestety nie, niedawno była premiera. A pani? Niestety, ale nie mogę się doczekać. To sobie o nim nie porozmawiamy… Chociaż jako mężczyźni odbyłybyśmy zapewne świetną, ekspercką rozmowę (śmiech). Ale możemy porozmawiać o tym, czy to jest obraz, który wywoła poważną dyskusję o stanie Kościoła i o pedofilii w Kościele. To powoli przestaje być temat tabu. Moim zdaniem nikt nie zrobił tyle dla rozdziału Kościoła i państwa, co ostatnie 3 lata rządów PiS. Ten proces na pewno przyspieszył to, że polski Kościół razem z władzą zrobił skok na państwo. To wcale nie uderzy w podstawy wiary, bo w Polsce są i będą ludzie wierzący, ale to właśnie oni zaczynają mówić dość. Wpływ na taki stan rzeczy ma także obrzydliwe krycie przestępców, czyli gwałcicieli dzieci, co wzbudza obrzydzenie i gniew społeczny. Ludzie nie rozumieją, dlaczego jednym z ważniejszych przedmiotów w szkole staje się religia – nie fizyka, chemia czy informatyka. Nieustanne komentowanie życia politycznego czy próby ingerencji w prawo, czyste politykierstwo hierarchów też budzą sprzeciw. Oczywiste jest, że można szanować demokrację i być osobą wierzącą. Takich ludzi jest bardzo dużo. Jak słyszą jad płynący z ambon w stronę tych, którzy nie są z PiS-em, to będą się od Kościoła odsuwać. Nie staną się pisowscy dlatego, że ksiądz tak każe. Są mądrzy i świadomi. Kościół nie będzie miał dużego wpływu na wynik wyborów samorządowych? Gdyby tak wcześniej bywało, że to z ambon wygrywa się wybory, to nie wygrywałaby w Polsce lewica, ani Aleksander Kwaśniewski, ani Donald Tusk, a nawet Lech Kaczyński, który nie szukał poparcia wśród kleru. To nie są te mechanizmy. A szczególnie obecnie, gdy hierarchowie swoją pazernością, skokiem na państwo i publiczne pieniądze, wsparciem bezprawia PiS, wystawianiem na pierwszy front takich postaci jak Tadeusz Rydzyk, czy długim hołubieniem skrajnie prawicowego Jacka Międlara doprowadzili do tego, że ludzie się od Kościoła odsuwają. Czym PiS będzie grał w kampanii wyborczej? Znowu będzie chciał przekupić wyborców? Nie zgadzam się na mówienie o przekupywaniu – taki program jak 500 Plus trzeba było zrealizować wcześniej. I sprawiedliwiej. PiS po prostu wykorzystał jego brak i zrobił sobie z niego dźwignię PR. W kampanii będą zastraszać, używać mediów publicznych jako młota na opozycję – przecież 30 proc. Polaków ogląda TVP, bo nie ma innej telewizji i codziennie dostaje dawkę nachalnej propagandy, w której prezentowane są nieistniejące sukcesy rządu, a wszyscy inni są zohydzani. Władza będzie opowiadać, jak dotrzymuje słowa, zapominając, że to słowo było zupełnie inne: miało być 500 zł na każde dziecko, praworządność, pakiet demokratyczny, jawność wyboru sędziów, poszanowanie drugiego człowieka. Nie dotrzymali żadnego danego w kampanii słowa. A w sondażach cały czas mają poparcie w granicach 40 proc. Prawdziwym sondażem będą dopiero wybory. Musimy mieć świadomość, jak dużo jest jeszcze osób niezdecydowanych. I jak wiele osób nie wierzy, że idąc na wybory mogą coś zmienić. Do nich trzeba dotrzeć i wygrać. Nie mówię, że będzie łatwo, przed nami ciężka praca. Część ludzi jest indoktrynowana, część wątpi, część czeka na cud czy zbawców. Polska jest podzielona. Trudno rozmawiać z “drugą stroną”. Pani próbuje? Niestety, bardzo rzadko chcą w ogóle rozmawiać. Część widzi szkody PiS, ale stara się je racjonalizować. Część za to jest cynicznie zachwycona, bo widzą, że w końcu mają szansę stać się nową elitą. To, że prezydent ma kompromitującego go rzecznika, wielu wydaje się przykre i niewłaściwe, ale jest wielu ludzi, którzy czekają tylko, żeby zrobić taką “karierę”. Okazuje się, że wystarczy być posłusznym PiS-owi, aby najpierw zarobić w spółkach Skarbu Państwa, a później objąć ważne stanowisko. Liczy się tylko wierność i lojalność. Problem w tym, że jeżeli chcą budować “nowe elity”, to powinni zadbać o elementarną możliwość kompetencyjną do stawania się tymi elitami, a nie tylko do zajmowania stanowisk. Spodziewała się pani, że Mateusz Morawiecki pokaże taką twarz? To, co się z nim stało, jest niewiarygodne. Wcześniej wszyscy chwalili go za to, że jest otwarty, europejski, światły. Przez wiele lat był też doradcą Donalda Tuska. Nagle okazało się, że jest pierwszym do złamania, powie największą bzdurę, żeby zdobyć uśmiech prezesa. Jego ojciec w czasach PRL-u był niezłomny, a syn pokazał, że jako premier został połamany na kawałeczki i leży jako podnóżek u prezesa. To smutne. Co najbardziej panią przeraża w rządach PiS-u? Co jest najbardziej niebezpieczne? Państwo ograniczające prawa obywatelskie, wolność, prawo do własnych poglądów. Oto dwa niedawne przykłady: przeszukania o 6 rano u ludzi, którzy założyli na pomnik koszulkę z napisem “Konstytucja”; prokurator umarza sprawę pobicia kobiet, które blokowały marsz nacjonalistów, czym właściwie usprawiedliwia te akty przemocy. Jeżeli nie jesteś jak PiS, wszędzie może cię za to spotkać kara. W szkole, w sądzie, w pracy. Jak się dostosujesz, to wcale nie będzie lepiej, bo władza rozpoczęła proces odsuwania nas od UE, która oprócz funduszy, otwarcia na świat, możliwości edukacji i pracy dała nam coś najważniejszego, czyli pokój i bezpieczeństwo. To jest ważne szczególnie w czasach, w których rośnie znaczenie Rosji. Potrzebujemy Unii jak tlenu, a ludzie dzisiejszej władzy tego nie rozumieją. Albo rozumieją… Tym gorzej dla naszego kraju i dla nas. Polityka PiS-u prowadzona świadomie lub nieświadomie może doprowadzić do wyjścia Polski z UE? Trzeba to ludziom uświadamiać? Trzeba mowić jako o realnym zagrożeniu. Niektórym nie trzeba uświadamiać, w Zachodniopomorskiem na przykład pamiętają dokładnie przejścia graniczne i to, co się tam działo – kolejki, kontrole. Ludzie wiedzą, z czym opuszczenie Unii może się wiązać. UE bardzo się zmienia, bo czasy nie są już tak spokojne, jak kilkanaście lat temu. Unia targana wewnętrznymi konfliktami musi się zreformować, postawić na siłę współpracy i solidarność, a jeżeli Polska odmawia tej solidarności w wielu wymiarach, to siłą rzeczy państwa unijne zaczną rozwiązywać wewnętrzne problemy Unii tymi siłami, które są zainteresowane. Rozumieją to kraje nadbałtyckie, Czesi, a nawet Węgrzy. Viktor Orbán jest dużo sprytniejszy niż polski rząd. Polska w końcu zostanie zupełnie osamotniona. A siana przez nich propaganda antyniemiecka jest najgłupsza, bo to Niemcy jako sąsiad i kraj, z którym jesteśmy związani gospodarczo, mogą stanąć po naszej stronie. Wyciągając demony historii, a nie dobre jej karty, PiS szkodzi nie tylko sobie. Ten rząd obalą kobiety? Oczywiście! To hasło zostało poparte ciekawymi badaniami – gdyby w wyborach brały udział wyłącznie przedstawicielki płci pięknej, PiS straciłoby władzę – tak wynika z sondażu Kantar Millward Brown dla “Wysokich Obcasów”. Jest pani w stanie odpowiedzieć, dlaczego? Kobiety są największymi ofiarami tego rządu. Dlaczego? 500 Plus dostają rodziny z 2 dzieci, ale już nie matki samotnie wychowujące dziecko, ale zarabiające trochę więcej niż dopuszczalne minimum; zabrano wsparcie dla organizacji wspierających ofiary przemocy domowej, wycofano także, mniej lub bardziej jawnie, instytucjonalną pomoc państwa w sprawach przemocy wobec kobiet. Sędziowie zależni od Zbigniewa Ziobry nie będą stawać po stronie ofiar, bo widzą, że w parlamencie i samorządzie PiS hołubi “przemocowców”. Osadzeni za znęcanie nie zniknęli z życia politycznego; władza wycofała się z konwencji antyprzemocowej; antykoncepcja awaryjna wprowadzona jest na receptę, co czyni ją zazwyczaj bezużyteczną. Kobiety wiedzą, że nie mogą się po tym rządzie spodziewać niczego dobrego. Kobiety także będą ofiarami systemu emerytalnego, bo dostaną głodowe emerytury. Patriarchat wprowadzany przez PiS uderza w każdą z nas be względu na wiek, zawód czy zamożność. Tylko w demokracji kobiety mogą być pewne swoich praw, a odbierając nam demokrację PiS stawia pod znakiem zapytania zdobycze ostatnich 100 lat niepodległości Polek. Dlatego wśród kobiet narasta taki sprzeciw. Jarosław Kaczyński boi się kobiet? Nie czytam jego działań w tych kategoriach. W ogóle daleka jestem od zastanawiania się, kogo lubi, a kogo nie lubi lub boi się prezes PiS. Ale to może mieć wpływ na to, co dzieje się w kraju. Kłopot w tym, że za Jarosławem Kaczyńskim stoją jeszcze straszniejsi ludzie, często bez poglądów, bez refleksji, próbujący odgadnąć myśli wodza. Powiedziałabym raczej, że Kaczyński nie myśli o tym, jakie konsekwencje dla kobiet będzie miała ta polityka i jaka jest cena, którą jest gotów zapłacić za zmiany w Polsce według jego planu. Bez względu na koszt, jaki tysiące kobiet poniosą. Ale co go to obchodzi – bezpieczeństwo, prawa, szczęście czy godność kobiet. Zapytam jeszcze o innego mężczyznę – dlaczego nie chce pani “zmieniać oblicza polityki” z Robertem Biedroniem? Polska jest tu i teraz. Przed nami wybory samorządowe. Jeśli jako siła prodemokratyczna nie obronimy samorządów, za rok nie będzie na czym budować ruchów i zmieniać oblicza. Bo PiS zdominuje samorządy, odetnie resztę organizacji samorządowych od wsparcia, zawłaszczy kulturę, szkoły, instytucje. Rozumiem, że Robert taktycznie czeka, aż może ktoś osłabnie, aż się SLD czy Razem przekonają, że nie są tak wielcy jak uważają, i chętnie wejdzie w rolę nadziei i scalacza lewicy. Jeśli uda mu się połączyć Zandberga z Czarzastym, to będzie to faktycznie sukces. Ale na razie czeka, zapowiada, że coś powoła w lutym, i mimo sympatii, jaką jest darzony, niestety odpuszcza samorządy, startuje na radnego w Słupsku. To skromnie, jak na nadzieję lewicy na ogólnopolskie odrodzenie i marsz po 11 proc. Ja inaczej patrzę na politykę. Nie jako na czekanie na okazję na wybicie się, a na działania, które pozwolą realizować cele i wartości, które mnie do tej polityki przywiodły. Skoro Koalicja Obywatelska ma przetrwać do wyborów parlamentarnych, to znajdzie się pani na liście do Sejmu? Przed nami jeszcze długa droga. Ale oczywiście chcę wpływać na polską politykę, na społeczeństwo. Są reformy, które uważam, że trzeba przeprowadzić, ustawy wnieść, projekty zrealizować. A to można zrobić z Sejmu, z poziomu partii rządzącej, w demokratycznym państwie prawa po odsunięciu PiS od władzy. Zdjęcie główne: Barbara Nowacka, Fot. Twitter/Inicjatywa Polska
Można jej nie chcieć, ale nie można jej nie kochać – Alfa Romeo. Tych co tak myślą jest chyba zbyt wielu, ponieważ ostatnio mało kto kupuje Alfę. Jest to szczególnie widoczne w ostatnich danych. Zwłaszcza w porównaniu z Lancią, która właściwie już nie istnieje, jeden jedyny model tej marki sprzedawany jest wyłącznie we Włoszech. To Ypsilon, mały samochód oparty na Fiacie Panda. Obecna generacja produkowana jest od 2011 roku. Skąd takie porównanie? Lancia Ypsilon sprzedawana jest wyłącznie na rynku włoskim. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) opublikowało dane dotyczące sprzedaży w pierwszej połowie 2019 roku. Według nich Lancia sprzedała we Włoszech około 34 700 Ypsilonów. Dla porównania, najlepiej sprzedający się VW Golf tylko w Niemczech znalazł chętnych na 106 366 egzemplarzy. A Alfa Romeo? Włoska marka, w pierwszej połowie roku osiągnęła wynik 27 702 sprzedanych aut. Wszystkich modeli. W całej Europie. Tak więc chętnych na Giulię, Giuliettę, Stelvio, 4C i resztówkę Mito było mniej niż na jeden. dość już archaiczny model Lancii. Patrząc na te dane można wystosować tylko jeden apel: kupujcie Alfy Romeo, bo za chwilę kolejna włoska marka może zniknąć z rynku. ZOBACZ TAKŻE: Premiery 2019 | Alfa Romeo: Dwie ważne nowości Alfa Romeo 4C Spider Alfa Romeo Giulia Alfa Romeo Giulietta Alfa Romeo MiTo Alfa Romeo Stelvio Quadrifoglio
Na 10 miesięcy stracili prawa. Za co? Za nic. Tak teraz wygląda Białowieża [WIDEO] Data utworzenia: 1 lipca 2022, 14:24. Puste ulice, zamknięte restauracje, hotele, brak straganów i jakiegokolwiek ruchu - tak przez ostanie dziesięć miesięcy wyglądała Białowieża. Mieszkańcy miejscowości żyją głównie z turystyki, dlatego objęcie strefą z zakazem wjazdu, dla wielu osób wiązało się z brakiem zajęcia. – Miejmy nadzieję, że najgorsze za nami i że teraz wreszcie będzie normalnie – mówi Olimpia Pabian, restauratorka z Białowieży. 1 lipca do Białowieży może już wjechać każdy. Ludzie cieszą się z końca stanu wyjątkowego. "Wreszcie będzie normalnie". Foto: Robert Bartosiewicz / Ciecier Białowieża to wieś, która leży na rozległej polanie Puszczy Białowieskiej, w województwie podlaskim. Bez względu na porę roku było tu sporo turystów - nawet około 300 tys. rocznie. Białowieża przyciągała tych, którzy szukają miejsca, w którym odpoczną od miejskiego zgiełku i chcą być blisko przyrody. Jednocześnie można zwiedzić tu unikatowe zabytki. Przez ostatnie dziesięć miesięcy, w związku z kryzysem migracyjnym na polsko-białoruskiej granicy, miejscowość znalazła się w strefie zamkniętej. – Zostaliśmy odcięci od świata – mówi Olimpia Pabian, która w Białowieży prowadzi restaurację. – To było bardzo trudne dla nas: i finansowo i psychicznie. Dziesięć miesięcy bez wielu praw, które przysługują wszystkim. Teraz ma się to wszystko zmienić, bo 1 lipca rząd zdecydował o otwarciu przygranicznych miejscowości. Zobacz także – Liczymy, że pojawią się turyści. Chcemy w końcu wrócić do normalnego funkcjonowania – dodaje restauratorka. – Dziesięć miesięcy zamknięcia, ale dziś otwieramy i czekamy. Może w końcu zacznie się kręcić – dodaje Szymon Winiarski (17 l.) z wypożyczalni rowerów. Na turystów czeka także Marek Czarny, właściciel białowieskiego hotelu. – Od marca do czerwca nie mieliśmy praktycznie gości. Teraz powoli są zapytania, ale obłożenie to 10 proc. W zeszłym roku o tej porze, mimo pandemii, było 60 proc. A koszty funkcjonowania trzeba ponosić stale – wyjaśnia hotelarz. – Musieliśmy żyć miłością i czystym powietrzem. Marek Czarny zapewnia, że w Białowieży jest i było bezpiecznie. – Teraz będzie normalnie. Zapraszamy – mówi. Na turystów także czeka pan Sławomir, który obwozi ich po okolicy bryczką. – Było smutno i pusto. Mocno ucierpieliśmy, ale bezpieczeństwo najważniejsze. Teraz granica jest zabezpieczona i pojawią się turyści, a my będziemy mogli odrobić straty – podkreśla dorożkarz. Turystów wypatrują też Ola i Gabrysia. – Właśnie otwieramy i zapraszamy na lody. Tu zawsze było spokojnie. Nie ma się czego bać – mówią pracownice budki z lodami. – Czekamy na turystów z utęsknieniem. Przez dziesięć miesięcy byliśmy zamknięci, a opłaty trzeba było robić. Na razie tego pierwszego dnia szału nie ma, ale liczymy, że za chwilę wszyscy się dowiedzą, że jesteśmy otwarci i przyjadą do nas – tłumaczy Walentyna Ławreszuk, która handluje pamiątkami. – Ludzie muszą przestać się bać. Tu jest miło i spokojnie. Nie ma żadnych burd. Trzeba być odważnym – zachęca jej koleżanka Irena Romaniuk. Nie wszyscy są tak optymistyczni. – Nie liczę, że turyści szybko się pojawią, ale trzeba próbować i z czegoś żyć. Myślę, że ten sezon będzie słaby – złowieszczy pan Jurek, właściciel straganu z zabawkami. Koniec zamkniętej strefy na granicy z Białorusią. Co działo się w ostatnim dniu obowiązywania zakazu? "Całkiem inny świat" Pierwsi spragnieni białowieskiej natury pojawili się w miejscowości już 1 lipca. – Nie przyjeżdżałem tu przez dziesięć miesięcy, bo nie można było. Ale dziś jest otwarte, więc zabrałem dzieciaki do Białowieskiego parku Narodowego na spacer. Jest bardzo przyjemnie. Przecież to Zielone Płuca Polski. Myślę, że jest bezpiecznie – mówi pan Grzegorz (40l.) z położonej nieopodal Hajnówki. Kierowca Eugeniusz Konradny (68 l.) do Białowieży przywiózł wycieczkę aż z Wielkopolski. – Jestem pierwszy raz na Podlasiu i w Białowieży. Wcześniej był tu zakaz, ale teraz myślę, że będzie dużo wycieczek. To piękne miejsce, fajny klimat, zupełnie inaczej się tu człowiek czuje. Na pewno tu wrócę – zapewnia Eugeniusz Konradny. – To całkiem inny świat. Mieszkańcy chcą otwarcia, ale strach pozostał Mieszkańcy przyznają, że przez ostanie dziesięć miesięcy Białowieża była pusta. – Zupełnie martwa. Wcześniej nie dało się rowerem przejechać, a ostatnio, żywego ducha nie było – mówi w rozmowie z "Faktem"Teresa Kuśnierz (66 l.), mieszkanka miejscowości. – Odbudowa tego wszystkiego trochę potrwa. Myślę, że ludzie będą się bać, bo i my się boimy. Ciągle są grupy migrantów, służby z bronią, słyszeliśmy o trupach w lesie. To przerażające. Bogusław Błaszczuk (66l.) mimo tych obaw od kwietnia mieszka w Białowieży. – Myślę, że ten mur na granicy był potrzebny i to nieco uspokoi sytuację i turyści znów tutaj przyjadą – podsumowuje mężczyzna. Mur na granicy zostanie naszpikowany elektroniką. O niektórych czujnikach nikt nie będzie wiedzieć Od 1 lipca nowe zasady przebywania przy granicy z Białorusią. Co musisz wiedzieć? /18 -/- Białowieża czeka na turystów. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier Turystów wypatrują Ola i Gabrysia. – Właśnie otwieramy i zapraszamy na lody – mówią. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier – Miejmy nadzieję, że najgorsze za nami i że teraz wreszcie będzie normalnie – mówi Olimpia Pabian, restauratorka z Białowieży. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier est bardzo przyjemnie. Przecież to Zielone Płuca Polski. Myślę, że jest bezpiecznie – mówi pan Grzegorz (40l.) z położonej nieopodal Hajnówki. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier Kierowca Eugeniusz Konradny (68 l.) do Białowieży przywiózł wycieczkę aż z Wielkopolski. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier – Dziesięć miesięcy zamknięcia, ale dziś otwieramy i czekamy. Może w końcu zacznie się kręcić – dodaje Szymon Winiarski (17 l.) z wypożyczalni rowerów. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier Bogusław Błaszczuk (66l.) mimo tych obaw od kwietnia mieszka w Białowieży. – Mur był potrzebny – mówi. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier – Nie liczę, że turyści szybko się pojawią, ale trzeba próbować i z czegoś żyć. Myślę, że ten sezon będzie słaby – złowieszczy pan Jurek, właściciel straganu z zabawkami. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier Na turystów czeka także Marek Czarny, właściciel białowieskiego hotelu. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier – Zupełnie martwa. Wcześniej nie dało się rowerem przejechać, a ostatnio, żywego ducha nie było – mówi w rozmowie z "Faktem"Teresa Kuśnierz (66 l.). /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier Na razie tego pierwszego dnia szału nie ma, ale liczymy, że za chwilę wszyscy się dowiedzą, że jesteśmy otwarci i przyjadą do nas – tłumaczy Walentyna Ławreszuk, która handluje pamiątkami. /18 Robert Bartosiewicz / Ciecier – Ludzie musza przestać się bać. Tu jest miło i spokojnie. Nie ma żadnych burd. Trzeba być odważnym – mówi Irena Romaniuk. /18 -/- Puste restauracje w Białowieży. /18 -/- Czy teraz przyjadą turyści? /18 -/- Zmiany w Białowieży. /18 -/- Co się teraz zmieni? /18 -/- 10 miesięcy bez turystów. /18 -/- W Białowieży od rana było pusto. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Prezentujemy fragment książki Michała Turowskiego „Dziadka nie ma”, wydanej przez Wydawnictwo Instant Classic. Wkładamy z ojcem buty i wychodzimy otworzyć bramę. Za bramą czeka czarny karawan z gałązką i łacińską nazwą domu pogrzebowego wyklejoną białą folią na drzwiach kierowcy, drzwiach pasażera i na tylnej szybie. W środku znajdują się trzy osoby – kierowca i dwóch pasażerów. Jednym z nich jest pracownik zakładu pogrzebowego. Drugim z nich jest dziadek spoczywający w trumnie. Podczas gdy zastanawiam się, na ile jest to legalne, karawan wjeżdża na podwórko przed domem i robi dwie powolne rundy po jego okręgu. Aby dziadek po raz ostatni przed wy- ruszeniem na podróż do krainy wiecznego odpoczynku (czy też wiecznych łowów, pasjonował się bowiem myślistwem) mógł pożegnać się z ojcowizną i dziełem wieloletniej ciężkiej pracy swoich rąk. Stoimy z ojcem w milczeniu przy bramie, matka kilka metrów od nas ociera łzy spływające jej po policzkach. Ciotka zaś w histerii rzuca się na karawan, niczym Jackie Kennedy rzucająca się na tył samochodu 22 listopada 1963 roku w Dallas w stanie Teksas. Mama podbiega do niej, żeby ją uspokoić, ja stoję przy bramie i czuję, że nie byłem na to wszystko przygotowany. Na ojca nie patrzę. Karawan opuszcza podwórko, zwalnia delikatnie przed bramą, ja po raz kolejny zastanawiam się, czy ta usługa jest ujęta w cenie czy też wypadałoby coś dać kierowcy. Co i tak jest pozbawione sensu, bo przecież nie mam przy sobie żadnej gotówki. Zamykamy bramę, wracamy do domu. Ciotka nadal jest w kiepskim stanie, matka próbuje ją uspokoić. Czuję, że powinienem jej w tym pomóc, ale czuję też, że nie mam już dzisiaj siły na bycie dobrym synem. Idę do pokoju na strychu, tego samego, który zajmowałem w każde wakacje u dziadka. Próbuję się chociaż na chwilę odciąć. Kładę się z książką, a potem zasypiam. Następnego ranka, chwilę po tym, jak ojciec zawiązał mi krawat, matka powiedziała, że dobrze wyglądam, a ciotka wciąż płakała, wsiedliśmy wszyscy razem do samochodu. Stan na listopad 2018 roku jest następujący – w Polsce działa sześćdziesiąt jeden zakładów krematoryjnych. Większość z nich ma fantazyjne nazwy. Carcadia, Hades, Aurora, Cremering, Fenix, Eden, Kremulus albo Exitus. Niektóre stawiają na język polski – „Dom Pożegnań Spółka z „Ku Słońcu” albo mój faworyt – „Pamięć i Popiół”. Jeszcze inne stawiają na nazwy oschłe, dobrze wyglądające na fakturach: „Spopielarnia Zwłok W. Laskowski” czy „Usługi Pogrzebowe i Krematoryjne To, do którego zmierzamy, nosi nazwę Finis. Droga zajmie nam godzinę i dwadzieścia dwie minuty. W samochodzie mojego ojca zazwyczaj leci RMF Classic. Raczej milczymy, czasem padają jakieś słowa mające na celu zaklinanie rzeczywistości i odciągające nasze myśli od nieuniknionego. Zobaczcie, jaki ładny dom. Chyba widziałam sarnę. Ale zachmurzone niebo. Będzie padać. Pod budynkiem krematorium czeka już większość bliższej rodziny. Rodzeństwo dziadka, ich dzieci, całe drzewo genealogiczne ciotek i wujków w różnym wieku i o różnym stopniu wzajemnej zażyłości. Tym razem nikt nie mówi mi, że urosłem. W ogóle nikt nie mówi nic poza zwykłym „cześć” połączonym zazwyczaj z tradycyjnie polskim całowaniem się po policzkach, na trzy. W powietrze wzlatują okrągłe i bezsensowne zdania, którymi kilka osób po kolei – nawet nie zwracam uwagi kto – przerywa ciszę. Straszna szkoda. Co za szok. Przecież było lepiej. Taki dobry człowiek. Taki dobry wujek. Taki dobry brat. Był człowiek, nie ma człowieka. Część osób płacze już teraz, część zacznie za chwilę. Każdy z nas brzmi inaczej – gdy mówi, gdy się śmieje, gdy kicha, gdy płacze. Jest w tym coś muzycznego. Płacz nie- których brzmi jak harsh noise – statyczny, głośny, histeryczny. Płacz innych brzmi jak Napalm Death, krótkie i rwane sylaby, szybki szloch. Mój płacz brzmi jak 4:33’ Cage’a. Czyli nie brzmi w ogóle. Im bardziej rozglądam się po sali, w której stoi otwarta trumna z dziadkiem w środku, w której czterech ścianach rozbrzmiewa muzyka z wypalonego przeze mnie CD-R, tym silniejsze odnoszę wrażenie, że nie płaczę tylko ja. I jeszcze mój ojciec, ale jemu według schematu zachowania społecznego raczej nie wypada – on musi pochować ojca, musi być silny. Ja nie muszę, ale jakimś cudem jestem. Chociaż bardziej niż „silny” pasuje do mnie inny przymiotnik. Obojętny. Oczywiście, prze- żywam to wszystko wewnątrz siebie. Czy raczej przeżywałem. Przeżywałem, gdy dziadek zmarł, ale teraz już nie czuję gniewu, już nie negocjuję. Gdy on leży przede mną w trumnie, jestem już na ostatnim szczeblu drabiny – akceptacji. Chociaż im głośniej rozbrzmiewają salwy wydmuchiwanych nosów i rwany szloch, tym mocniej wydaje mi się, że jestem obserwowany i że oczekuje się ode mnie łez. Zaczynam mieć pretensje do samego siebie, że nie płaczę, ale nie jestem w stanie się do tego zmusić. Zaczynam się denerwować, bo wmawiam sobie, że powinienem. To też jest schemat zachowań. Tak jak mój ojciec powinien być silny, tak ja powinienem przynajmniej uronić łzę. Ale nie potrafię, nie mogę. Sleep Has His House. Śmierć mnie nie przeraża, wysłuchałem wystarczająco dużo płyt Current 93, żeby nie bać się otwartej trumny. Nawet jeśli to pierwsze takie moje doświadczenie. Nigdy wcześniej na żadnym innym pogrzebie nie czułem potrzeby zaglądania do trumny. Teraz trochę czuję, z drugiej strony nie sposób tego uniknąć. Stoję u jej szczytu, nad głową mojego dziadka i widzę, jak wszyscy po kolei podchodzą i dotykają jego ułożonych na wysokości brzucha dłoni o splecionych palcach. Jak dotykają jego policzków, czoła. Ja nie mogę się zebrać. Chciałem się z nim pożegnać jeszcze za życia, ale nie zdążyłem. Takiego pożegnania potrzebowałem i takiego mi brakuje. Gdy przychodzi moja kolej, krępuję się, zauważam jednak kroplę deszczu na jego krawacie. I drugą na okularach. Obie przecieram trzymaną w dłoni chusteczką – trzymam ją trochę na wypadek, gdyby jakimś cudem udało mi się rozpłakać, ale właściwie bardziej z myślą o mojej matce. Ona chusteczki nie potrzebuje, ale wskazuje mi palcem jeszcze jedną kroplę, którą przeoczyłem. Na kołnierzu marynarki. Wycieram ją. W końcu zbieram się w sobie i kładę dłoń na dłoniach mojego dziadka. Są zimne i trochę woskowe w dotyku. Potem, gdy długo myję ręce, przypominam sobie z jakiegoś powodu wujka Kazia. Kazio był w momencie swojej śmierci dojrzałym, można by powiedzieć, że wręcz starym, mężczyzną. Ale do końca życia był po prostu Kaziem, a nie Kazimierzem. Był bratem mojej babci od strony matki, a ja nie byłem jeszcze nawet nastolatkiem, gdy we własnym domu dokonał żywota. Pewnego razu podsłuchałem, co mówiła babcia – że po jego śmierci, jeszcze zanim przyjechali po ciało, jego zięć na wszelki wypadek go ogolił. Wydaje mi się to dość wstrząsającym doświadczeniem i cieszę się, że ja nie musiałem robić niczego takiego. Znowu karcę się w myślach, tym razem dlatego, że jego zięć był w stanie ogolić nieboszczyka, a ja stanowczo zbyt długo myję ręce w krematoryjnej łazience po dotknięciu dłoni dziadka. Gdy jest już po wszystkim i wychodzimy na zewnątrz, kropi deszcz. Wszyscy chowają się pod małym ciasnym daszkiem, jesteśmy tam stłoczeni, część osób pali, część osób płacze, wszyscy mówią o tym, jak pięknie dziadek wyglądał i jaka elegancka sala i uroczystość. Matka nachyla się do mnie i mówi mi do ucha teatralnym szeptem:– Jak chcesz, to zapal. Owszem, chcę, i to bardzo. W swojej młodzieńczej wciąż naiwności jestem zdziwiony, że wie o moim nałogu, ale w sumie dlaczego miałaby nie wiedzieć. Pytam głupio: „Co ojciec na to?”, a ona z uśmiechem odpowiada: „A co on, nosa nie ma?”. Po otrzymaniu werbalnego przyzwolenia pełnego miłości i matczynej troski wyciągam z wewnętrznej kieszeni marynarki papierosa, odpalam. Nie chcę jej dobroci wystawiać na ciężką próbę, więc gdy wypalam już dwie trzecie, odchodzę na bok, przepraszając ją, ale mam pilny telefon z pracy. Telefonu oczywiście nie ma, pewnie przede wszystkim dlatego że nie ma też pracy, ale odchodzę pod tym wymyślonym pretekstem na bok, aby odpalić drugiego. Przed matką będę udawał, że to wciąż jeden i ten sam papieros. Że po prostu absurdalnie wolno palę. Myślę o wszystkich obecnych tu ludziach i uderza mnie nagle to, że teraz – aż do pogrzebu – będzie jeszcze gorzej. Ci wszyscy bracia, siostry, ich dzieci, zięciowie, synowe – oni wszyscy wylądują już za chwilę w tym samym domu, w którym my przebywamy. Już nie będzie tylko naszej czwórki, intymnie i w spokoju przeżywającej żałobę. Zaraz będzie nas piętnaścioro, każde łóżko, karimata, dmuchany materac, każdy dostępny kąt zostanie szczelnie zapełniony innymi przeżywającymi żałobę. Na to też chyba nie mam siły, ale muszę ją jakoś wykrzesać. Przestaję o tym myśleć, bo moją uwagę przykuwa Sławek. Sławek jest kuzynem ojca, a przy okazji moim ojcem chrzestnym. Nie poznałem go. Nie widzieliśmy się kilka lat, przytył i stracił włosy na całym ciele. Wygląda teraz jak sobowtór Marcina Pryta z zespołu 19 Wiosen. Dorosły człowiek o twarzy dziecka. Potem dowiem się, że cierpi na jakąś chorobę autoimmunologiczną, teraz słyszę od niego, że bardzo zmężniałem. Chciałbym jakoś odwzajemnić komplement – bo przecież wypada – ale zszokowany, nie potrafię wymyślić nic odpowiedniego. Uśmiecham się zatem i milczę. I zastanawiam się, czy Sławek ma jakiś związek z moją głową, której na prośbę matki miałem nie golić na zero. Potem, gdy wracamy samochodem do domu i skupiam się na tym, co nadają w RMF Classic, ciotka nagle wpada w histerię. Zaczyna ze szlochem panikować, że nie ściągnęliśmy dziadkowi okularów i że on wraz z tymi okularami wjedzie do pieca, szkło się spali, porani mu oczy. Jakoś ją uspokajamy, po powrocie do domu próbuję zatrzeć koszmarne widmo poranionych oczu. Zamykam się w pokoju, włączam laptopa i najbliższą godzinę spędzam na czytaniu o procesie spopielania zwłok. Okulary mu oczywiście zdjęto. Ciekawe, co się z nimi stało?
We współczesnym świecie pożyczanie pieniędzy stało się nieporównywalnie łatwiejsze i szybsze aniżeli kiedykolwiek przedtem. Ogromny postęp w branży związanej z finansami widoczny jest nie tylko w międzynarodowych bankach, ale także w naszych miastach, miejscowościach i wsiach. W wielu miejscach pojawiają się szyldy reklamujące chwilówki za darmo, pożyczki bez bik czy też kredyty na dowód. To wyjątkowa okazja dla wszystkich tych osób, które już dawno chciałby pożyczyć pieniądze, ale nie spełniały warunków wymaganych przez banki. Dzięki takim punktom z chwilówkami mają one możliwość często po raz pierwszy zostać kredytobiorcą. Ciekawą propozycją, która znajduje się także w asortymencie firmy ExtraPortfel jest także możliwość skorzystania z darmowej chwilówki. Co to takiego chwilówka za darmo? To specjalna pożyczka, którą charakteryzuje stosunkowo niska kwota oraz krótki okres spłaty. To najlepsze rozwiązanie dla osób, które na już potrzebują pieniędzy, a wiedzą, że ich konto zostanie zasilone czy to zaległą wypłatą czy też w końcu opłaconą fakturą już za bardzo niedługi czas. Korzystanie z chwilówek, mimo że wydaje się łatwe, wymaga także umiejętności porównywania różnych ofert, asertywności oraz żelaznej dyscypliny przy spłacie. W przeciwnym razie chwilówka nie będzie taka chwilowa – będzie się za nami ciągnęła przez bardzo długi czas. Jeżeli potrzebujemy pieniędzy, warto przetestować ExtraPortfel, gdzie sami możemy konfigurować okres spłaty oraz wysokość pojedynczej raty.
teraz i za chwilę